Wspolnota mieszkaniowa i walka z gmina
Widzisz archiwalną wersję wątku "Wspolnota mieszkaniowa i walka z gmina" z forum pl.listserv.dziennikarz
Mirek Prywata - 1 Paź 1997, 03:00
Hej,
Jestem czlonkiem wspolnoty mieszkaniowej, w ktorej niestety wiekszosc ma
gmina :((
Co z tego wynika, to wiedza wszyscy ci, ktorzy znajduja sie w podobnej
sytuacji. Gmina, do spolki z administacja (ktora posrednio reprzentuje
interesy gminy) robi co chce. Nie chce mi sie tutaj podawac
szczegolowych opisow, w kazdym badz razie mam dosc ABK Nowolipki w
W-wie. Czy ktos z czytajacych te grupe zna jakies namiary na
organizacje, stowarzyszenia,.. etc tym sie zajmujace? Chcialbym sie
dowiedziec jak inne wspolnoty mieszkaniowe radza sobie w podobnej
sytuacji, moc ewentualnie wymienic doswiadczenia w tym zakresie.
pozdrawiam
Mirek
PS
Dzisiaj dowiedzialem sie od kierownika ABK, ze w zwiazku z tym, ze ABK
Nowolipki ma dlug wysokosci 6 mld starych zlotych w ZECu nie ma co
liczyc na razie na wlaczenie c.o.
(Wspolnota ma nadwyzki z c.o. z zeszlego roku).
PPS
Jezeli Twoja wspolnota podjela uchwale o wplatach na fundusz remontowy,
to wcale nie znaczy, ze wszyscy wlasciciele beda na ten fundusz placic.
Tylko Twoje pieniadze beda lezaly na koncie i tracily na wartosci
(wydaje mi sie, ze nawet ktos bedzie tymi pieniedzmi obracal). Natomiast
Gmina na fundusz nie placi, twierdzac, ze moga w kazdej chwili to zrobic
jak tylko bedzie trzeba rozpoczac np. remont. Czyzby wiec byli
wlasciciele lepsi i gorsi?
Ryszard Zajac - 2 Paź 1997, 03:00
----------
Temat: Wspolnota mieszkaniowa i walka z gmina
Data: 1 października 1997 16:08
Hej,
Jestem czlonkiem wspolnoty mieszkaniowej, w ktorej niestety
wiekszosc ma
gmina :((
Co z tego wynika, to wiedza wszyscy ci, ktorzy znajduja sie w
podobnej
sytuacji. Gmina, do spolki z administacja (ktora posrednio
reprzentuje
interesy gminy) robi co chce. Nie chce mi sie tutaj podawac
szczegolowych opisow, w kazdym badz razie mam dosc ABK Nowolipki w
W-wie. Czy ktos z czytajacych te grupe zna jakies namiary na
organizacje, stowarzyszenia,.. etc tym sie zajmujace? Chcialbym sie
dowiedziec jak inne wspolnoty mieszkaniowe radza sobie w podobnej
sytuacji, moc ewentualnie wymienic doswiadczenia w tym zakresie.
Pana chec walki z nieprawidlowosciami administratora i wlasciciela
najlepiej bedzie spozytkowana (jak sadze) w tzw. samorzadzie
mieszkancow. Musialby Pan namowic do wspoldzialania innych
lokatorow. Jesli to Pana interesuje, to prosze o indywidualny list,
sprobuje w mojej prawniczej bazie danych wyszukac odpowiednie
przepisy.
Moze tez Pan calkiem skutecznie walczyc sam. Najpierw jednak radze
uzbroic sie w przepisy i prawniczym orezem zaatakowac administratora
i gmine. Najprostszym ruchem, do wykonania od zaraz, jest znalezienie
sojusznika w radnym z Pana dzielnicy.
Pozdrawiam serdecznie:)))
== Ryszard Zajac
== http://www.silesia.top.pl/~zajac/
Zbigniew Sulima - 2 Paź 1997, 03:00
Hej,
Jestem czlonkiem wspolnoty mieszkaniowej, w ktorej niestety wiekszosc
ma
gmina :((
Chcialem zapytac czy taka mozliwosc istnieje. Jestem wlascicielem moich
metrow kwadratowych, ale o zalozeniu wspolnowty u nas na razie nie bylo
mowy, poniewaz na razie tylko 38% mieszkanco jest wlascicielami.
U nas szykuje sie taki scenariusz, ze jesli wlasciele przekrocza ponad
50% to zakladam wspolnote i rezygnujemy z obsugi administracyjne, bo po
co nam to?
Zbigniew Sulima
Mirek Prywata - 2 Paź 1997, 03:00
Chcialem zapytac czy taka mozliwosc istnieje. Jestem wlascicielem moich
metrow kwadratowych, ale o zalozeniu wspolnowty u nas na razie nie bylo
mowy, poniewaz na razie tylko 38% mieszkanco jest wlascicielami.
IMHO taka wspolnota juz istnieje (chyba, ze jest mniej niz 10 lokali).
U nas szykuje sie taki scenariusz, ze jesli wlasciele przekrocza ponad
50% to zakladam wspolnote i rezygnujemy z obsugi administracyjne, bo po
co nam to?
Teraz tez mozecie na zebraniu wspolnoty zglosic wniosek o zmianie
administratora (musicie tylko znalezc nastepnego). Tylko bez posiadania
wiekszosci raczej wam sie to nie uda (co prawda slyszalem, ze jakas
administarcja zarzadzajaca bydunkiem, w ktorym wiekszosc udzialow ma
gmina zaproponowala rezygnacje z wykonywania obowiazkow zarzadu??)
pozdrawiam
Mirek
Zbigniew Sulima - 3 Paź 1997, 03:00
Teraz tez mozecie na zebraniu wspolnoty zglosic wniosek o zmianie
administratora (musicie tylko znalezc nastepnego). Tylko bez
posiadania
wiekszosci raczej wam sie to nie uda (co prawda slyszalem, ze jakas
administarcja zarzadzajaca bydunkiem, w ktorym wiekszosc udzialow ma
gmina zaproponowala rezygnacje z wykonywania obowiazkow zarzadu??)
Wydaje mi sie, ze wspolnota mieszkancow to jedno, a zebranie lokatorow
wlascicieli to drugie (pewny nie jestem, ale tak to widze).
Sadze, ze w obecnej chwili zamiana administratora na innego adminst.
mija sie z celem.
Celem jest natomiast przejecie administrowania przez wspolnote, ktora
powstanie, gdy wiekszosc beda stanowili wlasciciele mieszkan. Obnizy to
w znacznym stopniu koszty zwiazane z urzednikami, po prostu mniejszy
czynsz.
Zbigniews Sulima
Mirek Prywata - 3 Paź 1997, 03:00
Jestem daleko od wspolnoty, w Nowym Jorku sie tego nie praktykuje. Sadze,
ze problem wspolnoty polega nie na czynszach, a na funduszu remontowym.
To byl bardzo sprytny pomysl, zeby obciazenie finansowe remontami
przerzucic na wlascicieli, niestety ustawa obowiazuje i czy sie chce,
czy nie, to trzeba sie do niej stosowac. Nie widzialem nikogo, kto w
przedwyborczym szale wspomnialby chocby slowem o zmianie tego stanu
rzeczy. :(
Mirek
Cecylian - 3 Paź 1997, 03:00
Jestem daleko od wspolnoty, w Nowym Jorku sie tego nie praktykuje. Sadze,
ze problem wspolnoty polega nie na czynszach, a na funduszu remontowym.
Procenty byly za male i zjadla fundusz inflacja. Latwo wiec zmienic
administratora, pytanie, kto wylozy pieniadze na remont nieremontowanych,
jak to w panstwie szczesliwosci bywalo. Inne pytanie - za remont maja placic
wlasciciele mieszkan, a co z wlascicielami z kwaterunku? Niejednokrotnie -
przypuszczam - indywidualny wklad na wykupienie mieszkania bedzie bliski
jednorazowej skladce na remont. Powstanie patowa sytuacja, w ktorej
wlasciciele dwa razy wyloza z kieszeni, a kwaterunkowi ani razu, i
administracja ani razu, bo pieniadze zjadly myszy czy Popielidzi. Czyli
wlasciciele, chcac przelamac impas, wyloza co najmniej trzy razy.
Cecylian
______________________________
| Teraz tez mozecie na zebraniu wspolnoty zglosic wniosek o zmianie
| administratora (musicie tylko znalezc nastepnego). Tylko bez
| posiadania
| wiekszosci raczej wam sie to nie uda (co prawda slyszalem, ze jakas
| administarcja zarzadzajaca bydunkiem, w ktorym wiekszosc udzialow ma
| gmina zaproponowala rezygnacje z wykonywania obowiazkow zarzadu??)
Wydaje mi sie, ze wspolnota mieszkancow to jedno, a zebranie lokatorow
wlascicieli to drugie (pewny nie jestem, ale tak to widze).
Sadze, ze w obecnej chwili zamiana administratora na innego adminst.
mija sie z celem.
Celem jest natomiast przejecie administrowania przez wspolnote, ktora
powstanie, gdy wiekszosc beda stanowili wlasciciele mieszkan. Obnizy to
w znacznym stopniu koszty zwiazane z urzednikami, po prostu mniejszy
czynsz.
Zbigniews Sulima
Śnioch Grzegorz - 3 Paź 1997, 03:00
Witam
Mam mieszkanie w centrum Warszawy i należę do wspólnoty mieszkaniowej. Myślę, że mogę zabrać głos w tej sprawie.
| Od: Mirek Prywata
| Teraz tez mozecie na zebraniu wspolnoty zglosic wniosek o zmianie
| administratora (musicie tylko znalezc nastepnego). Tylko bez
| posiadania
| wiekszosci raczej wam sie to nie uda (co prawda slyszalem, ze jakas
| administarcja zarzadzajaca bydunkiem, w ktorym wiekszosc udzialow ma
| gmina zaproponowala rezygnacje z wykonywania obowiazkow zarzadu??)
To chyba naprawdę jakiś ewenement. Administracja jest reprezentantów tych mieszkańców, którzy nie maja wykupionych mieszkań w budynku. W momencie, gdy budynkiem zarządza osoba wybrana przez mieszkancow, niczego to tak naprawdę nie zmienia, bo administracja w dalszym ciągu ma większość głosów we wspólnocie Powiedzmy, ze nowy administrator zaproponuje niska stawkę czynszu lub remontowa, administracja może głosować przeciw. Następują negocjacje, które kończą się sukcesem dopiero wtedy, gdy administracja osiągnie satysfakcjonującą stawkę
Wydaje mi sie, ze wspolnota mieszkancow to jedno, a zebranie lokatorow
wlascicieli to drugie (pewny nie jestem, ale tak to widze).
Administracja pełni obecnie role właściciela nie wykupionych mieszkań Jeśli chciałby pan kupić mieszkanie, musi sie pan przecież zwrócić do administracji.
Sadze, ze w obecnej chwili zamiana administratora na innego adminst.
mija sie z celem.
Celem jest natomiast przejecie administrowania przez wspolnote, ktora
powstanie, gdy wiekszosc beda stanowili wlasciciele mieszkan.
Wspólnota mieszkaniowa powinna istnieć w każdym budynku, w którym jest więcej niż dziesięć mieszkań, bez względu na to, czy większość lokali wykupiona jest przez mieszkańców, czy nie. Tak jest na pewno w centrum Warszawy, nie wiem, jak w innych miejscach. Raz na jakiś czas odbywają się przemiłe zebrania, na których każdy właściciel może zabrać glos, powiedzieć, ze to mu sie podoba, a to nie, zagłosować za lub przeciw. Wszystko wedle zasad demokracji i kapitalizmu (o tym drugim za moment).
Obnizy to w znacznym stopniu koszty zwiazane z urzednikami, po prostu mniejszy
czynsz.
Raz na jakis czas otrzymuje rozliczenie "kosztów utrzymania poniesionych przez .... (administracje) na utrzymanie nieruchomości". Oprócz pozycji typu "koszty energii elektrycznej, kanalizacji" są tez takie, jak "koszty utrzymania ZDK, ADK". Irytujący jest fakt, ze koszty utrzymania wspomnianych instytucji pochłaniają znaczna cześć całości kosztow, natomiast, jak dla mnie, niewiele z tego wynika konkretnych korzyści dla mieszkańców Nie obchodzi mnie to, że siedziba ZDK chce mieć marmurową podłogę, dla mnie ważna jest sprawna żarówka na korytarzu przy schodach. Znaczne zmniejszenie czynszu i kosztów utrzymania budynku było by możliwe dzięki zaprzestaniu utrzymywania państwowych "ciepłych biurokratycznych posadek". Pod tym względem samodzielne zarządzanie budynkiem ma sens i może dawać wiele korzyści.
Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że przejęcie administrowania to pewne ryzyko. Zanim podejmie się taką decyzję, trzeba wszystko dokładnie przekalkulować, inaczej bowiem uzyskanie korzyści wcale nie jest takie pewne. Dzieje sie tak dlatego, bo w momencie, kiedy wspólnota decyduje sie na rezygnacje z usług administracji, nowy administrator musi sobie radzić sam w pełnym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze Praca administratora to robota na cały etat, co wiąże sie z koniecznością płacenia pensji takiemu człowiekowi Po drugie. Administrator musi sie dogadać z firma od prądu, kanalizacji, śmieciarek, itp. Weźmy z tego sprawę pozornie najbardziej błahą. Aby zmniejszyć koszty, trzeba znaleźć firmę, która będzie wywozić śmieci taniej, niż dotychczasowa. Co się jednak okazuje? Poprzednia administracja zarządza wieloma budynkami w okolicy, do wywozu śmieci najmowała jedną firmę, mogła więc liczyć na rabat (tak jak w hurtowni). Wynajęta przez nowego administratora firma musi przyjeżdżać specjalnie tylko do jednego budynku, nie ma więc mowy o zniżce. Wręcz przeciwnie, może się okazać, że firma najęta przez administrację robiła to taniej. A więc trzeba do niej wrócić. Kółko się zamyka, koszty pozostają takie same.
Pozostaje jeszcze jedna sprawa. Dopóki nie istniały wspólnoty nie było właściwie osób odpowiedzialnych za stan budynku, bezpieczeństwo (chodzi o sprawy budowlane związane z budynkiem) mieszkańców. Odpowiedzialna była administracja, czego wynikiem był chociażby brak remontów przez wiele lat. Nie było konkretnej osoby, która w razie czego brałaby na siebie odpowiedzialność za budynek. Teraz jest inaczej. Administrator, bez względu na to czy jest to osoba z administracji czy też wybrana przez mieszkańców, odpowiada karnie w przypadku, gdy np. nie remontowana od wieków instalacja kominowa kogoś "udusi" etc. Z jednej strony to dobrze, bo nie ma już mowy o ignoranctwie, z drugiej jednak strony okazuje się, że w wielu budynkach trzeba przeprowadzić gruntowne remonty, bo w obecnym stanie zagrażają bezpieczeństwu mieszkających tam ludzi. Niektórzy administratorzy życzą sobie, żeby w ciągu kilku miesięcy przeprowadzić remont za kilkaset tysięcy złotych. Koszty według zasad obowiązujących wspólnoty pokrywają wszyscy właściciele i administracja, procentowo według udziałów z aktów notarialnych. Nikt nie kwestionuje potrzeby przeprowadzenia remontów. Jednak wiele osób uważa, że nie ma obowiązku płacić za zaniedbania z lat poprzednich, kiedy budynkiem rządziła tylko administracja. Wiele osób, zwłaszcza starszych, nie może też sobie ze względów finansowych pozwolić na zapłacenie powiedzmy kilku tysięcy złotych za remont.
Zbigniew Sulima
Na koniec chciałbym powiedzieć coś, co może stać w opozycji do moich poprzednich stwierdzeń odnośnie ogólnej specyfiki działania wspólnot. Moja wspólnota zarządzana jest przez administrację, właściciele prywatni są w mniejszości. Jednak administrator stara się liczyć z naszymi opiniami, także możliwościami finansowymi. Stawka czynszu jest negocjowana (mimo, że administracja mogła by przegłosować własną propozycję). Administracja nie śrubuje czynszu, bo zdaje sobie sprawę z tego, że wtedy nikt by nie płacił. Z drugiej strony mieszkańcy wiedzą, że zbyt małe opłaty doprowadziły by do dalszego pogorszenia się stanu budynku. Jakoś więc osiągamy kompromis. Ja osobiście jestem zadowolony, gdyby jeszcze zniknęły opłaty na ZDK i ADK byłbym nawet szczęśliwy... :-) Ale dopóki właściciele nie mają większości, nic na to poradzić się nie da...
Pozdrawiam.
Zbigniew Sulima - 4 Paź 1997, 03:00
| Jestem daleko od wspolnoty, w Nowym Jorku sie tego nie praktykuje. Sadze,
| ze problem wspolnoty polega nie na czynszach, a na funduszu remontowym.
To byl bardzo sprytny pomysl, zeby obciazenie finansowe remontami
przerzucic na wlascicieli, niestety ustawa obowiazuje i czy sie chce,
czy nie, to trzeba sie do niej stosowac. Nie widzialem nikogo, kto w
przedwyborczym szale wspomnialby chocby slowem o zmianie tego stanu
rzeczy.
Kontynuujac watek remontow. W zeszlym roku sklalismy sie na remont
dachu, ktory byl remontowany chyba z dwa miesiace. W miedzyczasie
padaly takie deszcze, ze myslalem iz jestem w krainie deszczowcow i
przy okazji pocieklo mi troche po scianie w kuchi (mieszkam na
czwartym pietrze). Charakterystyczna cecha remontow dachow jest zachlapanie
elewacji lepikiem i dewastacja trawnika przez kociol, w ktorym ten
lepik sie przygotowuje, coz takie jest zycie, kto by sie tam
przejmowal tym, ze remont przynosi wiecej szkod niz pozytku. Na
zebraniu zwrocilem uwage na te fakty i w odpowiedzi pani z
administracji stwierdzila, ze liczyla zacieki na elewacji i wcale ich
nie przybylo :), a co do reszty to nie ma na to wplywu. Troche mnie
to rozsierdzilo, tym bardziej, ze gwarancja na dach dawana przez
wykonawce wynosila rok, wiec jej przygadalem tu i owdzie, ze jej obowiazkeim
jest przypilnowanie wykonawcy aby nic nie schrzanil. Nie bylem
zreszta jedynym zbulwersowanym lokatorem.
W efekcie zebrania podjeto uchwaly na mocy, ktorych lokatorzy sa
zawiadamiani o przetargach na remont i moga w nich uczestniczyc.
Czhicialem nawet pojsc zobaczyc taki przetarg na wykonanie instalacji
odgromowej, ktora na naszym budynku przestala istniej jakies pare lat
temu. W kazdym razie odgromy
zostaly zostaly zrobione ekspresowo i nawet kosztowaly mniej niz to
przewidywano w zwiazku z czym zwolano zebranie w celu podjecia
uchwaly o dalszym nieplaceniu na rzecz tego remontu.
W nastepnym roku czeka nas wymiana instalacji elektrycznej (to
dopiero bedzie koszt) tylko dzieki mnie najpierw wykonano odgromy a
dopiero pozniej zaplanowano wykonanie istalacji elektrycznej, ktora
mogl trafic nazwijmy to piorun i trzeba by sie skladac drugi raz.
Jedynym rozwiazaniem jest calkowita prywatyzacja mienia, zauwazam ze
wszystkie osoby ktore staly sie wlascicielami zupelnie
odpowiedzialnie podchodza do problemu. Jak nie ma gospodarza to
wszystko moze trafic...
Jak sie dowiedzialem, obecnie wykupienie mieszkania w moim budynku
kosztuje okolo 7.500 zl co da sie rozlozyc na dogodne raty, wiec
chyba trzeba by u poslow optowac za jakas inicjatywa ustawodawcza,
ktora by genrowala mechanizm wykupu mieszkan.
Zbigniew Sulima
Zbigniew Sulima - 4 Paź 1997, 03:00
Za "kwaterunkowych" nadal placi gmina - od A-Z, zatem srednio sie
oplacalo
wykupowac mieszkania od panstwa:)
Z pewnoscia tak, ale prywatyzacja musi nastapic inaczej dalej
pozostaniemy krajem na pol socjalistycznym. Z tego co sie orientuje,
jednym z wazniejszych elementow reform wprowadzonych przez Zelazna Dame
w UK bylo sprywatyzowanie mieszkan, ktore obciazaly budzet.
Nadto rzecz zadziwiajaca: w Wydziale Lokalowym przy zalatwianiu np.
meldunku czasowego itp. urzedniczka nigdy nie nazywa takiego lokalu
wlasnym lecz kwaterunkowym wykupionym. To zadziwiajace status quo
bowiejm
na taki lokal zalozono ksiegi wieczyste, pobrano wszelkie podatki a
sumy
wykupu na czasy zaprzeszle byly wcale nie takie zartobliwe. I tu ma
racje
moj pewien znajomy ktory przestrzegal kolezanke przez transakcja z
panstwem: i tak nie bedzie twoje i tak..:)
Z tego co mi mowiono na studiach, mialem taki przedmiot wybrane
zagadnienia prawa, to po zalozeniu ksiegi wieczystej osoba wykupujaca
mieszkanie staje sie faktycznym wlascicielem nawet kawalka gruntu pod
budynkem, ktory jej przysluguje. Coz jednak, gdy slyszalem, ze w
Warszawie ksiegi nie istnieja.
Dobrze by bylo aby panstwo naprawde porzucilo pewne rewiry moze na
dluzej:)
Wlasnie o to chodzi i tak powinna byc prowadzona polityka, aby
"opiekuncza" rola panstwa przestala istniec lub tez zostala ograniczona
do minimum.
Zbigniew Sulima
Zbigniew Sulima - 4 Paź 1997, 03:00
Witam
Mam mieszkanie w centrum Warszawy i należę do wspólnoty mieszkaniowej.
Myślę, że mogę zabrać głos w tej sprawie.
To chyba naprawdę jakiś ewenement. Administracja jest reprezentantów
tych mieszkańców, którzy nie maja wykupionych mieszkań w budynku. W
momencie, gdy budynkiem zarządza osoba wybrana przez mieszkancow,
niczego to tak naprawdę nie zmienia, bo administracja w dalszym ciągu
ma większość głosów we wspólnocie Powiedzmy, ze nowy administrator
zaproponuje niska stawkę czynszu lub remontowa, administracja może
głosować przeciw. Następują negocjacje, które kończą się sukcesem
dopiero wtedy, gdy administ
Nie znam sprawy do konca i byc moze tak jest, ale sytacja jest korzystna
chocby z tego powodu, ze odpadaja koszty utrzymywania administracji.
Trzeba oczywiscie placic jakiemus przedstawicielowi, ktory bedzie
zajmowac administracja, ale to juz nie te pieniadze co poprzednio.
| Wydaje mi sie, ze wspolnota mieszkancow to jedno, a zebranie
lokatorow
| wlascicieli to drugie (pewny nie jestem, ale tak to widze).
Administracja pełni obecnie role właściciela nie wykupionych mieszkań
Jeśli chciałby pan kupić mieszkanie, musi sie pan przecież zwrócić do
administracji.
Byc moze tak z tym, ze kupowalem od poprzedniego wlasciciela.
| Sadze, ze w obecnej chwili zamiana administratora na innego adminst.
| mija sie z celem.
| Celem jest natomiast przejecie administrowania przez wspolnote,
ktora
| powstanie, gdy wiekszosc beda stanowili wlasciciele mieszkan.
Wspólnota mieszkaniowa powinna istnieć w każdym budynku, w którym jest
więcej niż dziesięć mieszkań, bez względu na to, czy większość lokali
wykupiona jest przez mieszkańców, czy nie. Tak jest na pewno w centrum
Warszawy, nie wiem, jak w innych miejscach. Raz na jakiś czas odbywają
się przemiłe zebrania, na których każdy właściciel może zabrać glos,
powiedzieć, ze to mu sie podoba, a to nie, zagłosować za lub przeciw.
Wszystko wedle zasad demokracji i kapitalizmu (o tym drugim za
moment).
W momim przypadku zebrania zwoluje administracja i przychodza na nie
lokatorzy w celu wyrazenia swoich opinii, wiec rzeczywiscie mozna nazwac
to wspolnota, ale nie w takim sensie, w ktorym moglaby ona przejac
administrowanie budynkiem.
Zbigniew Sulima
Daniela Baszkiewicz-Scott - 4 Paź 1997, 03:00
Z pewnoscia tak, ale prywatyzacja musi nastapic inaczej dalej
pozostaniemy krajem na pol socjalistycznym. Z tego co sie orientuje,
jednym z wazniejszych elementow reform wprowadzonych przez Zelazna Dame
w UK bylo sprywatyzowanie mieszkan, ktore obciazaly budzet.
UK to jest UK a PRL - PRL. Dopoki nie zobacze na wlasne oczy jak dziala
prawo wlasnosci przez co najmniej 10 lat - nie uwierze.
Dopoki nie zobacze ze wyeksmitowano panienke w ciazy albo z dzieckiem przy
piersi z czyjegos wlasnosciowego mieszkania w ktorym zamieszkala na pare
miesieczy meldujac sie okresowo jako osoba samotna (Konstytucja nowa
gwarantuje ochrone
macierzynstwa rownie jak ochrone wlasnosci)
- to w zadna wlasnosc nie uwierze.
Z tego co mi mowiono na studiach, mialem taki przedmiot wybrane
zagadnienia prawa, to po zalozeniu ksiegi wieczystej osoba wykupujaca
mieszkanie staje sie faktycznym wlascicielem nawet kawalka gruntu pod
budynkem, ktory jej przysluguje. Coz jednak, gdy slyszalem, ze w
Warszawie ksiegi nie istnieja.
A to paradne, bo widzialam sama numer aktu wlasnosci z podaniem numeru
ksiegi wieczystej.
| Dobrze by bylo aby panstwo naprawde porzucilo pewne rewiry moze na
| dluzej:)
Wlasnie o to chodzi i tak powinna byc prowadzona polityka, aby
"opiekuncza" rola panstwa przestala istniec lub tez zostala ograniczona
do minimum.
Obawiam sie ze nie porzuci (tradycja, nawyki spoleczenstwa) w mysl tzw.
sprawiedliwosci spolecznej :)
Daniela
Janek - 4 Paź 1997, 03:00
: Z tego co mi mowiono na studiach, mialem taki przedmiot wybrane
: zagadnienia prawa, to po zalozeniu ksiegi wieczystej osoba
wykupujaca
: mieszkanie staje sie faktycznym wlascicielem nawet kawalka gruntu
pod
: budynkem, ktory jej przysluguje.
W Polsce panuje praktyka, ze od gminy dzierzawi sie grunt, ktorym
mowa.
Janek
Zbigniew Sulima - 6 Paź 1997, 03:00
UK to jest UK a PRL - PRL. Dopoki nie zobacze na wlasne oczy jak
dziala
prawo wlasnosci przez co najmniej 10 lat - nie uwierze.
Dopoki nie zobacze ze wyeksmitowano panienke w ciazy albo z dzieckiem
przy
piersi z czyjegos wlasnosciowego mieszkania w ktorym zamieszkala na
pare
miesieczy meldujac sie okresowo jako osoba samotna (Konstytucja nowa
gwarantuje ochrone
macierzynstwa rownie jak ochrone wlasnosci)
- to w zadna wlasnosc nie uwierze.
Przyznam sie szczerze, ze ja rowniez nie dokonca wierze we wlasnosc w
tym kraju [taki dowod jednak nie jest mi potrzebny :)]
| Coz jednak, gdy slyszalem, ze w
| Warszawie ksiegi nie istnieja.
A to paradne, bo widzialam sama numer aktu wlasnosci z podaniem numeru
ksiegi wieczystej.
Bylo to pare lat temu, ktorys z oficieli warszawskich, w Krakowie na
jakiejs z konferencji "plakal", ze u nich nie ma ksiag i ze nie moga ich
odtworzyc. Moze juz odtworzyli? Prawda jest rowniez to, ze mnostwo
dokumnetow miejskich w W-wie splonelo w czasie II WS.
| Wlasnie o to chodzi i tak powinna byc prowadzona polityka, aby
| "opiekuncza" rola panstwa przestala istniec lub tez zostala
ograniczona
| do minimum.
Obawiam sie ze nie porzuci (tradycja, nawyki spoleczenstwa) w mysl
tzw.
sprawiedliwosci spolecznej :)
Wlasnie dopoki sie to nie zmieni to nikt nie bedzie w stanie uwierzyc we
wlasnosc prywatna :(
Zbigniew Sulima
Daniela Baszkiewicz-Scott - 6 Paź 1997, 03:00
Bylo to pare lat temu, ktorys z oficieli warszawskich, w Krakowie na
jakiejs z konferencji "plakal", ze u nich nie ma ksiag i ze nie moga ich
odtworzyc. Moze juz odtworzyli? Prawda jest rowniez to, ze mnostwo
dokumnetow miejskich w W-wie splonelo w czasie II WS.
To wyjdzie w razie gdyby w istocie doszlo do ustawy o zwrocie mienia
obywatelom polskim niezaleznie od narodowosci.
Spalone bylo mnostwo, ale w hipotece ksiegi sa (hipoteka chyba nie
splonela ?). Ciekawe o jakim okresie oficjel mowil? Czy o wojnie?
Jesli chodzi o odtworzenie to wiele dokumentow przetrwalo zapewne poza
hipoteka.
| tzw.
| sprawiedliwosci spolecznej :)
Wlasnie dopoki sie to nie zmieni to nikt nie bedzie w stanie uwierzyc we
wlasnosc prywatna :(
Mysle ze kryterium "sprawiedliwosci spolecznej" w Polsce nie zejdzie "ze
sceny". Ciekawe swoja droiga iz kryterium to stosowanoi w przeszlosci
tylko wobec slabszych. "Mocniejsi" mieli mozliwosci. Jeden z nestorow
polskiego handlu zagranicznego udzielil mi wywiadu w roku 1987. Mowil on
ze jeden z ministrow HZ zabral jego rodzinie wille, usadowil sie w niej
wyrzucajac wlasciciela na poddasze. I byliby te wille "odziedziczyli"
niedawno spadkobiercy ministra, gdyby nie przypadek: bylo takie prawo w
Polsce ktore nie pozwalalo miec paru nieruchomosci na jedno nazwisko
I ofiara tego prawa padla rodzina zawlaszczajaca wille pana X o ktorym
mowie: okazalo sie ze posiada ona juz jedna wille w Konstancinie. Gdyby
nie posiadala, ow nieszczesny prywatny wlasciciel willi z roku 1934,
posiadajacy hipoteczne prawa (swietnie przezyly one w hipotece) - z
kretesem by ja stracil.
Tak wiec od pogody i pozycji zalezalo w Polsce prawo wlasnosci. Podkladano
pod te rozne dzialania "interes spoleczny".
W roku 1947 przed pojawieniem sie przepisow kwaterunkowych wuj moj
wyremontowal calkowicie zburzona wille przy ul.Prezydenckiej w W-wie.
Wyremontowal i tyle bylo jego: kwaterunek wszedl zas on po prostu byl
prywatnym wlascicielem :), dzielnie remontowal...
Takie tez bywaja uroki prywatyzacji. Zatem dopoki sie na wlasnej skorze
nie przekonam gdy mi panstwo odda pieniadze za wlasnosc lezaca pod FSO (
niebawem kiedy bede w kraju
- o ile TPSA pozwoli mi miec telefon bo na
razie dalej nie pozwala:) : nadal trup - moze rusze stara sprawe rodzinna
i sama sie przekonam jak ta wlasnosc dziala).
| Zbigniew Sulima
Daniela
PS. A propos TPSA to drabina jaka monterzy zostawili bezskutecznie
reperujac telefon, nadal stoi. Tym razem wystawilam ja na korytarz i tam
jeszcze jej nie skradli. Porzadna i mocna wiec moze ktos wreszcie
ukradnie i bedzie mial pozytek.
Nadzieja na zabranie wlasnego mienia "z pola walki" przez szacowna firme
jest rownie slaba jak i na reperacje telefonu.
Chyba trzeba bedzie zadzwonic do kraju, do dyrektora d/s technicznych ale
przeszkadza mi sfrefa czasowa bo
kiedy dyrektor zaczyna w poniedzialek przyjecia, wlasnie musze rozpoczac
ostro prace, a kiedy przyjmuje w czwartek , jest 4 rano:)
Przyzwyczailam sie juz do tych spotkan z dyrektorem bowiem spedzilam
mnostwo czasu na walce o naprawe telefonu w Warszawie w centrum miasta.
To tak na marginesie ta sprawa telefonow jak juz jestesmy przy
prywatyzacji i wlasnosci prywatnej
Daniela
Śnioch Grzegorz - 6 Paź 1997, 03:00
Witam
| Za "kwaterunkowych" nadal placi gmina - od A-Z, zatem srednio sie
| oplacalo
| wykupowac mieszkania od panstwa:)
Jeśli ktoś miał możliwość kupić mieszkanie tylko po to, żeby je następnie sprzedać to zrobił dobry interes, bo przez ostatnie kilka lat ceny mieszkań w Warszawie wyraźnie wzrosły. Jednak ci, którzy kupili, żeby mieszkać, mogą faktycznie czuć się pokrzywdzeni. Niestety, jak zwykle, dobro klienta znowu znalazło się na szarym końcu.
Z tego co mi mowiono na studiach, mialem taki przedmiot wybrane
zagadnienia prawa, to po zalozeniu ksiegi wieczystej osoba wykupujaca
mieszkanie staje sie faktycznym wlascicielem nawet kawalka gruntu pod
budynkem, ktory jej przysluguje. Coz jednak, gdy slyszalem, ze w
Warszawie ksiegi nie istnieja.
Ależ istnieją, jest ich nawet tyle, że np. prosta operacja jak przepisanie Księgi Wieczystej na nowego właściciela trwa kilka lat, przy "dobrym wietrze" około półtora roku. To mój ulubiony budynek - Sąd Rejonowy dla Warszawy Wydział Ksiąg Wieczystych (Al. Solidarności 58). Raz na jakiś czas szanowna pani urzędnik, którą w końcu także ja "sponsoruję", wzywa mnie tylko po to, by oświadczyć, że brakuje jakiegoś papierka. Mówię, że nikt mnie nie poinformował, że takowy jest potrzebny i że przyniosę, na co panienka mówi, że teraz jest już za późno i że muszę wszystkie podania złożyć jeszcze raz... i znowu czekać. Pytam, czy oprócz tego papierka brakuje jeszcze jakiegoś. Nie. Po kilku miesiącach dostaję zaproszenie do znajomej już panienki... i historia się powtarza... Sprawa trwa już trzeci rok. W urzędzie nie ma osoby, która byłaby mi w stanie powiedzieć, jakie dokładnie dokumenty są potrzebne..., bo (podobno) prawo ciągle się zmienia, a papierki razem z nim... Niczego jeszcze nie załatwiłem...
Co do własności gruntu, prawdą jest, że właściciel mieszkania jest także właścicielem kawałka przyległego do niego gruntu. Ja mam np. wielką posiadłość 2 ary i 87 metrów kwadratowych, niesamowita posiadłość, w dodatku nie wiem, gdzie to dokładnie jest.. :-) Jednak państwo traktuje mnie prawie jak latyfundystę i co roku płacę w Urzędzie Skarbowym podatek od użytkowania / posiadania (któreś z tych, nie pamiętam dokładnie) mojej wielkiej działki.
Chciałbym wspomnieć o jeszcze jednej sprawie, na którą oczywiście nie mam wpływu, a która mnie niesamowicie irytuję. Moje mieszkanie otrzymałem w spadku. Postępowanie spadkowe odbywało się trzy razy, mimo, że nikt nie wnosił żadnych pretensji ani zastrzeżeń. Trzy rozprawy co dwa miesiące, razem pół roku. Gratulacje dla polskich sądów... Po zakończeniu postępowania, błyskawicznie odezwał się do mnie Dział Podatków Majątkowych i Opłaty Skarbowej w Warszawie. Wezwano mnie do urzędu, poszedłem. Oczywiście chodziło o to, żebym zapłacił podatek od spadku. Dano mi termin, chyba dwa tygodnie i kazano zapłacić... lub jeśli mnie nie stać, odmówić przyjęcia spadku. Kwota wcale mała nie była, ale jakoś się udało. W zamian dostałem świstek, w którym stwierdzono, że jestem już prawowitym właścicielem. Poszedłem do Sądu Rejonowego itd., złożyłem podanie o prawne uznanie mojej własności. Sprawa, jak wspomniałem wyżej, trwa już trzy lata. Ja nie mogę zrobić nic. Nie mogę sprzedać mieszkania, bo nie ma mnie, jako właściciela, w Księdze Wieczystej. W pewien sposób państwo trzyma łapę na mojej własności. A morał z tego taki: po pieniądze państwo wyciąga łapę bez żadnych problemów, ale kiedy przychodzi do przekazania człowiekowi tego, za co zapłacił, państwo nie bardzo chce o tym pamiętać. Skandalem jest to, że trzeba się z państwem przekomarzać o swoją prywatną, kupioną za swoje pieniądze własność. W takim państwie trudno mówić o normalności...
Zbigniew Sulima
Pozdrawiam.
Zbigniew Sulima - 7 Paź 1997, 03:00
Witam
Coz jednak, gdy slyszalem, ze w
| Warszawie ksiegi nie istnieja.
Ależ istnieją, jest ich nawet tyle, że np. prosta operacja jak
przepisanie Księgi Wieczystej na nowego właściciela trwa kilka latprzy
"dobrym wietrze" około półtora roku.
W Krakowie czekalem na ta operacje 3 moze 4 miesiace.
Co do własności gruntu, prawdą jest, że właściciel mieszkania jest
także właścicielem kawałka przyległego do niego gruntu. Ja mam np.
wielką posiadłość 2 ary i 87 metrów kwadratowych, niesamowita
posiadłość, w dodatku nie wiem, gdzie to dokładnie jest.. :-) Jednak
państwo traktuje mnie prawie jak latyfundystę i co roku płacę w
Urzędzie Skarbowym podatek od użytkowania / posiadania (któreś z tych,
nie pamiętam dokładnie) mojej wielkiej działki.
Ale w sumie sa to chyba groszowe oplaty? W moim przypadku tak jest.
Chciałbym wspomnieć o jeszcze jednej sprawie, na którą oczywiście nie
mam wpływu, a która mnie niesamowicie irytuję. Moje mieszkanie
otrzymałem w spadku. Postępowanie spadkowe odbywało się trzy razy,
mimo, że nikt nie wnosił żadnych pretensji ani zastrzeżeń. Trzy
rozprawy co dwa miesiące, razem pół roku. Gratulacje dla polskich
sądów... Po zakończeniu postępowania, błyskawicznie odezwał się do
mnie Dział Podatków Majątkowych i Opłaty Skarbowej w Warszawie.
Wezwano mnie do urzędu, poszedłem. Oczywiście chodziło o to, żebym
zapłacił podatek od spadku.
. A morał z tego taki: po pieniądze państwo wyciąga łapę bez żadnych
problemów, ale kiedy przychodzi do przekazania człowiekowi tego, za co
zapłacił, państwo nie bardzo chce o tym pamiętać. Skandalem jest to,
że trzeba się z państwem przekomarzać o swoją prywatną, kupioną za
swoje pieniądze własność. W takim państwie trudno mówić o
normalności...
Zgadza sie, dokladnie mialem taki sam przypadek z moim poprzednim
mieszkaniem, ktore bylo spadkiem. Bylo to chyba 1991 roku, ja bylem
dziedziczacym potomkiem wraz z bratem. Sprawa sadowa owszem poszla
szybko i sprawnie, ale jak zobaczylem kwote podateku to mi oczy wyszly
na wierzch z obit. W 1991 roku US kazal zaplacic mnie i bratu (ja w
dalszym ciagu mieszkalem w lokalu brat juz nie) kwote ponad 11 mln
starych zlotych. W tamtym okresie to byl pieniadz jak dla studenta
pierwszego roku ogromny. Juz w naszych glowach widniala wizja komornika,
a adwokat ktorego poprosilem o porade stwierdzil, ze mieszkanie trzeba
sprzedac i podatek zaplacic, dzieki. Jakos wybrnelismy z tych tarapatow,
ale jak sie okazalo zaraz potem zlagodzono przepisy i dziedziczaca po
rodzicach dziatwa nie musiala juz placic takich sumek. Coz pierwszy
okres transformacji byl niezwykle nieprzyjemny.
Mam jeszcze pytanie. Nie jest to wcale byle jakie pytanie, bowiem nikt
w mojej wspólnocie mieszkaniowej, z panem z administracji na czele,
nie potrafił mi na nie odpowiedzieć. Otóż tak. Mam taką kartkę, na
Notarialnego (naliczone na podstawie Aktu Notarialnego poprzedniego
właściciela). Nie jest to różnica duża, ale sprawa jest intrygująca.
Czy ktoś z państwa mógłby mi to wytłumaczyć..?
Jesli chodzi o mnie to pierwsze slysze ????????????????????
Zbigniew Sulima
3 mln mieszkań!Amerykanski usmiechW Home drgęło?Jak tam budowa frezarki ?Kwasniewski + Krzaklewski = 12 = "norma europejska" ???Problem z podłączeniem karty TV do kablówkikichamAlarm: Ukryta prawda, bez spoilerowBuchannan for PolandRosjanie maja swoich Tamilow#1. CHECA KIELECKA.polacam do sygnaturkiPaso-ZYDYinstalacja wentylacji, sufit podwieszany czy w scianie?A Polakom wstyd
Spis postów z for internetowych || Strona Główna Odnośniki,